Bieszczady w PRL-u 3_web

Dziki Zachód na wschodzie

Krzysztof Potaczała po raz trzeci zabiera nas na wyprawę w przeszłość, do niezwykłej i fascynującej krainy, jaką były Bieszczady w okresie Polski Ludowej

Dwa poprzednie tomy „Bieszczadów w PRL-u” były na tyle ciekawe i inspirujące, że zamiast krótkich recenzji poświęciłem im obszerny artykuł (zainteresowanych odsyłam pod adres: http://www.bosz.com.pl/resources/files/BwPRL.pdf). Pozwolę sobie zacytować z tego tekstu krótki fragment, który w moim mniemaniu dobrze charakteryzuje reportaże historyczne Krzysztofa Potaczały: „Autor opiera swoją wielowątkową narrację (chciałoby się powiedzieć gawędę) na relacjach świadków – ludzi, którzy w jakimś momencie swojego życia, kierując się różnymi motywacjami, pojawili się w Bieszczadach i w większości przypadków zostali już tam na stałe. Oczywiście jest to opowieść bardzo subiektywna, nieco chaotyczna, można się przyczepić do dosyć jednostronnego doboru rozmówców, kilku ważnych wątków ewidentnie brakuje, innych jest nieco za dużo, oderwać się od niej jednak nie sposób. Nie będę więc zaskoczony, jeśli za pewien czas pojawi się trzeci, a nawet kolejne tomy tej gawędy”. Nie myliłem się, oto w ręku trzymam trzeci, nieco skromniejszy objętościowo, zbiór bieszczadzkich gawęd, który formą i jakością nie odbiega jednak od swoich poprzedników.

Ponownie przenosimy się do krainy, która w PRL-u była oazą wolności przyciągającą niespokojne duchy. Bo w reportażach Potaczały dwa tematy wybijają się na plan pierwszy – piękno i dzikość bieszczadzkiej przyrody oraz oryginalność, charakterność i wielka determinacja wyróżniające ludzi, którzy z Bieszczadami związali swój los. Świetnie oddaje to okładka, którą nota bene równie dobrze można by zilustrować opowieść o kowbojach z amerykańskiego Dzikiego Zachodu.

Zresztą Bieszczady także miały swoich kowbojów. W 1959 r. w Wilczej Dolinie powstało niezwykłe ranczo, główna kwatera Klanu Kowbojów i Trampów. Chętnych rekrutowano za pośrednictwem tygodnika „Dookoła Świata”. „Pewnych siebie przybyszów witało ostrzeżenie: »Zastanów się, możesz jeszcze wrócić«. Szyld nie kłamał. Za nieposłuszeństwo karano chłostą” – pisze Krzysztof Potaczała. Odważnych jednak nie brakowało. Ci, którzy przeszli sito rekrutacji, przez trzy miesiące przemierzali konno bieszczadzkie połoniny wypasając bydło, myjąc się w strumieniach i śpiąc pod namiotami. Ranczo funkcjonowało tylko jeden letnio-jesienny sezon, ale przewinęło się przez nie kilkadziesiąt osób – dla wielu była to z pewnością przygoda życia.

Bieszczady były i są strefą przygraniczną. Tyle że w czasach PRL miało to zdecydowanie większe znaczenie niż obecnie. W reportażu „Na granicy sierpa i młota” autor przypomina barwne historie, których bohaterami byli polscy i sowieccy pogranicznicy, a także mieszkańcy przygranicznych miejscowości. Z kolei w rozdziale „Drelichowa ZK armia” odkrywa mało znany fragment historii Bieszczadów, a mianowicie funkcjonowanie na tym terenie ośrodków pracy dla więźniów, tzw. Oddziałów Zewnętrznych, które istniały m.in. w Skorodnem, Smolniku, Michniowcu i Stężnicy. Okazuje się więc, że nie tylko wojsko ludowe budowało bieszczadzkie drogi i pomagało w pracach rolnych, niemało ciężkiej pracy włożyła w te same zajęcia inna armia – skazańców. Podobnie jak w poprzednich tomach sporo miejsca Potaczała poświęca losom „leśnych ludzi”, czyli robotnikom, którzy wyrąbywali bieszczadzkie knieje i wznosili pośród nich nowe obiekty – osiedla, fabryki, tartaki, drogi i mosty.

Przesycone wolnością bieszczadzkie powietrze miało magiczny wpływ nie tylko na ludzi. Jednym z najciekawszych tekstów w recenzowanym zbiorze reportaży jest ten, którego głównym bohaterem jest najsłynniejszy bieszczadzki żubr – Pulpit, który stał się symbolem niezależności, wolności, życia według własnych, nienarzuconych przez nikogo zasad. „Przybył w Bieszczady z hodowli w Niepołomicach jesienią 1963 r. (…)” – pisze Krzysztof Potaczała. „Chciał dominować, ale wśród samców znalazł się od niego większy mocarz. Musiał Pulpit uznać wyższość konkurenta, wycofać się, zrezygnować z pierwszeństwa w kryciu samic. Mógł zostać w stadzie, pełnić bardziej pośrednią rolę, jednak nie pozwoliła mu na to jego duma. Któregoś dnia upokorzony Pulpit po prostu odszedł od swoich pobratymców i zaczął życie w samotności”. Wędrował po całych Bieszczadach, wielokrotnie wymykając się próbującym go schwytać leśnikom, a jego peregrynacje, dzięki systematycznym relacjom prasowym, śledziła cała Polska. Jego imieniem nazwano studencką bazę namiotową i bar w Ustrzykach Dolnych.

Tom trzeci „Bieszczadów w PRL-u” wybiega chronologicznie poza okres, kiedy Polską rządzili komuniści. Autor opisuje także ciężki okres przemian gospodarczych po 1989 r., które szczególnie mocno dotknęły ten ubogi region. Książkę zamyka jednak wesoła i barwna opowieść o ekologicznej, hippisowskiej wiosce, którą w Tworylnem zbudowało w lipcu 1991 r. międzynarodowe stowarzyszenie Tęczowa Rodzina. Przez miesiąc trzy tysiące ludzi z całego świata stworzyło w malowniczej dolinie swego rodzaju mikroświat, kierujący się zasadami wolności, braterstwa, miłości i harmonii z przyrodą. Wielu uczestników zlotu traktowało te hasła bardzo dosłownie, paradując po wiosce całkowicie nago, co budziło niezdrowe emocje wśród okolicznych mieszkańców.

PRL, szczególnie ten późny, był szary, nijaki i smutny, ale nawet w tym zglajchszaltowanym państwie można było odnaleźć wielobarwne enklawy wolności. Jedną z nich z pewnością były Bieszczady.

Krzysztof Jóźwiak

Krzysztof Potaczała

„Bieszczady w PRL-u 3”

Wydawnictwo BOSZ

Liczba stron: 128

Liczba zdjęć: 72

Cena: 29,90 zł

0 comments on “Dziki Zachód na wschodzieAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *