poza-mapa-b-iext28883667_2

Palcem poza mapę

Pływające wyspy, umarłe miasta, ziemie niczyje, obszary zakazane i ulegające transformacji. Miejsca ulotne i pełne niewyjaśnionych tajemnic. A przede wszystkim niezwykłe. To one są bohaterami książki Alastaira Bonnetta.

Ludzka tożsamość jest ściśle powiązana z miejscem. „Miejsce jest tkaniną naszego życia, a jego szwami – pamięć i tożsamość. Jeśli nie posiadamy własnego miejsca – takiego, które możemy nazwać domem ­– wolność to dla nas puste słowo” – twierdzi Bonnett. Wolność to także poczucie bezpieczeństwa. A przecież najbardziej boimy się tego, co nieznane, okryte mgłą tajemnicy. Dlatego od zarania dziejów odkrywamy i eksplorujemy kolejne skrawki naszej planety, opisujemy je, mierzymy, nanosimy na mapy, oswajamy. Dawniej przeciętnemu człowiekowi wystarczyła znajomość najbliższej okolicy – pól otaczających rodzinne gniazdo, pobliskiej wsi, miasteczka czy w przypadku metropolii, kilku sąsiednich dzielnic. Tylko najbardziej ciekawi i zdeterminowani sięgali dalej, wyruszali w zamorskie podróże, rysowali nowe mapy. W końcu zniknęły z nich ostatnie białe plamy, a rozwój nowoczesnej techniki sprawił, że świat dramatycznie się skurczył.

Poza utartymi szlakami

Czyli wszystko już opisano, skatalogowano i naniesiono na mapę – geograficzne nihil novi po wsze czasy? Nic bardziej mylnego – twierdzi Alastair Bonnett; na Ziemi istnieje jeszcze wiele miejsc na swój sposób nieznanych, zapomnianych, ulegających ciągłej transformacji, trudnych do zdefiniowania. Jest ich więcej niż się spodziewamy, musimy tylko nauczyć się szukać poza mapą, dostrzec inne wymiary znanych terytoriów, odwiedzić obszary znajdujące się między granicami, porzucić myślowe schematy.

W książce Bonnetta istotny jest jeszcze jeden wątek: tkwiąca w nas silnie potrzeba ucieczki. Nieustannie mamieni wizją rajskich wakacji, sztucznym światem reklamy, stajemy się coraz bardziej niezadowoleni z naszej codzienności. „Rozwój bezmiejscowości – a także towarzyszące mu przekonanie, że cała planeta została dokładnie poznana i szczegółowo zbadana – wzmógł rozczarowanie trybem życia, pobudził apetyt na odwiedzanie miejsc znajdujących się poza utartymi szlakami, miejsc tajemniczych albo przynajmniej zaskakujących”.

Autor znalazł czterdzieści siedem takich niezwykłych lokacji i na potrzeby książki pogrupował je w osiem kategorii/rozdziałów: utracone miejsca, ukryta geografia, ziemie niczyje, umarłe miasta, miejsca o wyjątkowym statusie, enklawy i nowe państwa, pływające wyspy, miejsca ulotne. Sądzę, że istnienie każdego z tych miejsc będzie dla czytelnika mniejszym lub większym zaskoczeniem. Weźmy pierwsze z brzegu geograficzne osobliwości opisane w książce.

Wyspa, której nie ma

Intrygującym wątkiem pobocznym eksploracji naszej planety jest odkrywanie miejsc… nieistniejących. Najbardziej znanym przykładem jest Wyspa Sandy, według map położona około tysiąca stu kilometrów na wschód od wybrzeży australijskiego stanu Queensland. Wyspę ponoć po raz pierwszy zauważyła w 1876 r. załoga statku wielorybniczego i odtąd uwzględniały ją wszelkie wydawnictwa kartograficzne, łącznie z tymi publikowanymi przez szacowne National Geographic Society. Co najdziwniejsze, w erze Internetu można było ją odnaleźć na Mapach Google, które opierają się przecież na zdjęciach satelitarnych. Tymczasem w 2012 r. australijski statek badawczy odkrył, że wyspa Sandy nie istnieje, w miejscu gdzie zaznaczano ją na mapie można podziwiać wyłącznie bezkresny ocean, i to dość głęboki.

Strzały Sentinelczyków

Z kolei inna wyspa jest jak najbardziej realna, lecz pozostaje całkowicie niedostępna dla przybyszów z zewnątrz. North Sentinel należy do archipelagu Andamanów, wchodzącego w skład indyjskiego terytorium związkowego Andamany i Nikobary. Zwierzchność rządu indyjskiego nad tym lądem jest jednak wyłącznie formalna. Zamieszkuje go bowiem niezwykle wojownicze i agresywne plemię, które traktuje strzałami z łuku każdego obcego zbliżającego się do ich terytorium. W 2006 r. Sentinelczycy zabili dwóch rybaków, którzy łowili w pobliżu wyspy. W nocy ich łódź zerwała się z kotwicy i osiadła na plaży. Porannego spotkania z autochtonami nie przeżyli. Nie był to odosobniony przypadek, ale ostatecznie rząd Indii nie zdecydował się na siłowe rozwiązanie problemu. Wprost przeciwnie – zadekretował, że nikt nie powinien naruszać autonomii tego pierwotnego plemienia, a do North Sentinel, nie należy zbliżać się dalej niż na odległość pięćdziesięciu metrów od brzegu.

Źródło: Wikipedia
Wyspa North Sentinel

Ziemia niczyja

Bonnett opisuje także miejsca stanowiące odbicie naszych własnych pragnień, zwłaszcza wyjścia, choćby na krótką chwilę poza klaustrofobiczną sieć narodów. Takie specyficzne obszary to np. przestrzeń między posterunkami granicznymi. Zwykle jest to bardzo wąski pas ziemi, ale na przykład w Afryce Zachodniej, na granicy Senegalu i Gwinei, przesuniecie przejść wynosi aż dwadzieścia siedem kilometrów. Autor odwołuje się do wspomnień amerykańskiego podróżnika Matta Browna, który opisał spotkanie z mieszkańcami przygranicznych wiosek w tym rejonie, które skłoniło go do ciekawych refleksji nad naturą tożsamości narodowej. Brown pisze: „Zatrzymałem się i zsiadłem z roweru, żeby porozmawiać z kobietą młócącą liście. – Czy to Gwinea? – zapytałem po francusku (…). – Tak – odpowiedziała. Zaskoczony, że w ogóle mnie zrozumiała, zadałem drugie pytanie: – Czy to Senegal? – Tak – usłyszałem w odpowiedzi”.

Miasto fantom

Poza mapą znajduję się także najbardziej znana północnokoreańska „wieś potiomkinowska”, czyli miasto Kijong-dong. Miasto fałszywka, wybudowane w latach pięćdziesiątych jako wabik na potencjalnych uciekinierów z Korei Południowej oraz jako dowód nowoczesności państwa Kim-Ir-Sena. Jak się łatwo domyślić, południowi Koreańczycy raczej nie mają ochoty z własnej woli przekraczać linii demarkacyjnej, miasto stoi więc puste, ale komunistyczny reżim wciąż dba o pozory – w oknach budynków zapalają się i gasną światła, odpowiednie służby porządkują ulice, a niezliczone megafony sączą trującą propagandę.

Źródło: Wikipedia
Kijong-dong

Przekraczanie granic

Bonnett analizuje także losy enklaw i eksklaw, świadectwo tego, że ludzie, choć się do tego nie przyznają „lubią wyznaczać granice, te zaś emocjonują ich i inspirują, a zarazem frustrują”. Świetnym przykładem są Baarle-Nassau i Baarle-Hertog – dwa miasteczka leżące jedno w drugim. W holenderskim miasteczku Baarle-Nassau (6612 mieszkańców) znajdują się dwadzieścia dwie, rozrzucone zupełnie przypadkowo, enklawy belgijskiego miasteczka Baarle-Hertog (2310 mieszkańców). Największa z belgijskich enklaw ma powierzchnię nieco ponad półtora kilometra kwadratowego, a najmniejsza – nieużytkowana łąka – dwa tysiące sześćset trzydzieści dwa kilometry kwadratowe. Obfitość granic sprawia, że turysta spacerujący po Baarle nigdy nie jest pewien, w którym kraju się znajduje. Oczywiście traktat z Schengen sprawił, że przekraczanie tych granic jest dziś raczej wyłącznie atrakcją turystyczną, ale ewenement pozostaje ewenementem.

Źródło: Wikipedia
Baarle-Nassau – granica holendersko-belgijska

Ścieżka topograficznych i filozoficznych podróży Bonnetta wiedzie także przez obszary nieco abstrakcyjne, jak np. wysepka drogowa w Newcastle, lisia nora, magazyn wolnocłowy w Genewie, pływające wyspy pumeksu i śmieci, czy podlondyńska zatoczka przy Hog’s Back Cafe, ulubione miejsce spotkań miłośników doggingu, czyli seksu w miejscu publicznym.

„Wszystkie te miejsca, od tych najbardziej egzotycznych i spektakularnych, po najskromniejsze zakątki mojego rodzinnego miasta, w równym stopniu potrafią stymulować i kształtować naszą wyobraźnię geograficzną. Razem tworzą obraz świata jako miejsca, którego tajemnice – tak dalsze, jak i zupełnie nam bliskie – wciąż możemy odkrywać” – podsumowuje autor „Poza mapą”.

A więc w drogę!

Krzysztof Michał Jóźwiak

 

Alastair Bonnett
Poza mapą

PWN

Okładka: miękka

Liczba stron: 344

Cena: 34,90 zł

 

 

0 comments on “Palcem poza mapęAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *