od-glorii-do-infamii-b-iext28461951

Twórca w szponach historii

Tytułowa gloria i infamia to słowa wyznaczające przestrzeń, w której zamknęło się życie i twórczość większości dwudziestowiecznych pisarzy polskich.

To wina naszej skomplikowanej i niezbyt szczęśliwej historii, której bezlitosne tryby potrafiły łamać charaktery, kariery i sumienia. Niestety zdarzało się tak zdecydowanie zbyt często, choć i na ugorze potrafił rozkwitać piękny kwiat – nierzadko tragedia i przemoc uwalniały wzniosłość i krystalicznie czysty talent. Czy bez gehenny łagrowej Herling-Grudziński napisałby coś równie ważnego i uniwersalnego, jak „Inny świat”? Gdyby nie było wojny, raczej dokończyłby studia polonistyczne i stałby się czołowym krytykiem literackim swej generacji.

Wojna i jej reperkusje jest zdecydowanie najważniejszym punktem odniesienia dla bohaterów trzydziestu esejów Krzysztofa Masłonia, które znalazły się w recenzowanej książce. „Literaturę polską podzieliła ona na dwie części: krajową i emigracyjną” – pisze ten znakomity publicysta i krytyk literacki – „Nie przystawały do siebie, ale ta pierwsza nie była wyłącznie zniewolona, a ta druga pod każdym względem wyjątkowa, bohaterska i szlachetna. Najważniejszy podział przechodził gdzie indziej: przez literaturę dobrą i złą”. Proporcje były jednak zachwiane, tam gdzie krąg czytelników był wąski, tzn. na emigracji, powstawało proporcjonalnie więcej wartościowych książek i wierszy niż w Polsce Ludowej, gdzie literatura funkcjonowała w oparach ideologicznego zaczadzenia i z nałożonym kagańcem cenzury, ale dla odmiany sprzedawała się świetnie. To niezaprzeczalny sukces komunistów, że zwalczyli analfabetyzm, jednak efektem ubocznym tego procesu było w dużym stopniu wypaczenie gustów odbiorców literatury. Piętno tych ideologicznych selekcji nasze społeczeństwo odczuwa do dziś. Półki domowych i publicznych bibliotek nadal okupują dość licznie zupełnie przeciętne utwory Jerzego Andrzejewskiego, Adama Ważyka czy Kazimierza Brandysa, a wybitni twórcy przedwojenni lub emigracyjni i ich dzieła, wciąż z trudem przebijają się do świadomości ogółu. Świetnym przykładem jest niezwykle bogata, lecz obecnie nieco zapominana spuścizna literacka Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, niegdyś najchętniej czytanego i tłumaczonego po Sienkiewiczu pisarza polskiego, który jednak popełnił obrazoburcze dla komunistów dzieło pt. „Lenin” i po 1945 r. został skazany w Polsce na zapomnienie (a jest to literatura przedniej marki i dlatego bardzo mnie cieszy, że wydawca „Od glorii do infamii”, czyli oficyna Zysk i S-ka, od kilku lat przypomina kolejne książki tego pisarza).

Jak dla mnie największą wartością zbioru esejów Krzysztofa Masłonia jest właśnie poświęcenie wielu z nich autorom, którzy po zakończeniu wojny zmuszeni byli pozostać na emigracji. I nie chodzi mi o Miłosza czy Herlinga-Grudzińskiego, którzy przebili się do naszej świadomości nawet zza żelaznej kurtyny, ale na przykład o wspomnianego Ossendowskiego, Józefa Mackiewicza, wybitnego pisarza i publicystę, autora znakomitej „Kontry”, Sergiusza Piaseckiego, autora bestsellerowego „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”, Andrzeja Bobkowskiego, którego wojenne „Szkice piórkiem” to jedno z najwybitniejszych dzieł światowej diarystyki; do tego dorzućmy jeszcze świetne sylwetki Michała K. Pawlikowskiego, Karola Zbyszewskiego, Ferdynanda Goetla, Józefa Łobodowskiego czy Andrzeja Chciuka. Masłoń pisze o ich losach i twórczości z wielką swadą, czuć, że zna i czuje temat literatury emigracyjnej, umiejętnie odkrywa przed nami jej tajemnice. Zresztą to samo możemy powiedzieć o tekstach poświęconych pozostałym twórcom.

Podoba mi się także, że Masłoń nie sili się na salonową poprawność polityczną, nie kryje swoich sympatii i antypatii, dla nikogo nie jest jednak bezkrytyczny, dość konsekwentnie trzyma się wspomnianego kryterium literatury dobrej i złej.

Wiele stronic „Od glorii do infamii”, zajmują rozważania na temat, jak to niezwykle trafnie ujął Jacek Trznadel, polskiej hańby domowej, czyli uwikłania polskich twórców w stalinizm, lub szerzej, komunizm. Większość z nich nigdy się z tego zbrodniczego flirtu przekonująco nie wytłumaczyła – część nie miała ochoty, inni, przyciśnięci do muru, wspominali coś o chwilowym zaćmieniu umysłu.

I wie każdy – od starca do dziecka –
że najbardziej potężna na świecie
jest ojczyzna nasza radziecka,
a my wierne jesteśmy jej dzieci
.

To np. strofy spisane ręką Jerzego Putramenta. Obrzydliwe, ale biorąc pod uwagę, że autor trzecioligowy, a do tego agent NKWD, jakoś bardzo nie bolą. Zdecydowanie głębsze rany zadawali, biorąc się za pisanie takich grafomańskich wierszy, poeci zdolniejsi i o mniej jednostronnym życiorysie. Weźmy na przykład Janusza Minkiewicza, który przed wojną zasłynął m.in. sloganem „Nie głosujesz przez lenistwo, sprawiasz radość komunistom”. „Po wojnie sam sprawiał radość komunistom wielokrotnie” – pisze Masłoń – „najbardziej jednak uradował komunę w 1951 roku – Leninem w Poroninie”:

Chociaż od zgonu jego daleki
Okres ćwierćwiecza dzieli nas dziś,
Żyje i będzie żyła przez wieki
Myśl nieśmiertelna, Lenina myśl.

Myśl ta się wznosi nad świat jak orzeł,
Który się wzbija nad szczyty skał.
Lenin na świecie socjalizm tworzył
I fundamenty trwałe mu dał.

Z tych fundamentów, z owych podwalin,
Które przez życie swe Lenin kładł,
Gmach socjalizmu zbudował Stalin.
Stalin, to Lenin dzisiejszych lat.

A przecież można w temacie hańby domowej sięgać dalej, po znacznie większe nazwiska Tuwima, Iwaszkiewicza, Słonimskiego, wszyscy oni stali się po wojnie poetami dworskimi. I co charakterystyczne nadal uważa się ich za najwybitniejszych przedstawicieli Skamandra. Dlaczego akurat ich wyniesiono na piedestał? „Wciąż obowiązują ustalone w latach komuny proporcje rzekomych zasług i win. Na skutek tego przecenieni zostali Julian Tuwim, Jarosław Iwaszkiewicz i Antoni Słonimski, niedocenieni zaś Jan Lechoń oraz Kazimierz Wierzyński i kompletnie wyrugowany z literackiej pamięci Stanisław Baliński” – tłumaczy Krzysztof Masłoń. Sam jest bardziej sprawiedliwy, dla każdego z tej szóstki poetów znalazł miejsce w swojej opowieści.

Szczególną estymą darzy Masłoń Lechonia, a konkretnie jego zbiór wierszy z 1920 r. zatytułowany „Karmazynowy przypływ”. Ponieważ w pełni zgadzam się z autorem „Od glorii do infamii”, że jest to zbór arcydzielny, nie powstrzymam się przed zacytowaniem choćby fragmentu tej poezji, tak dla równowagi po szkaradnych rymach na cześć Stalina, które przytoczyłem wyżej.

W wierszu Piłsudski słowa płyną tak:

Wielkimi ulicami morze głów urasta,
I czujesz, że rozpękną ulice się miasta,
Że Bogu się jak groźba położą pod tronem
I krzykną wielką ciszą… lub głosów milionem.
A teraz tylko czasem kobieta zapłacze –
.  .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .
Aż nagle na katedrze zagrali trębacze!!

Mariackim zrazu cicho śpiewają kurantem,
A później, później bielą, później amarantem,
Później dzielą się bielą i krwią, i szaleństwem,
Wyrzucają z trąb radość i miłość z przekleństwem,
I dławią się wzruszeniem, i płakać nie mogą,
I nie chrypią, lecz sypią w tłum radosną trwogą
A ranek, mroźny ranek sypie w oczy świtem.
A konie? Konie walą o ziemię kopytem
Konnica ma rabaty pełne galanterii
Lansjery-bohatery! Czołem kawalerii`
Hej, kwiaty na armaty! Żołnierzom do dłoni!
Katedra oszalała! Ze wszystkich sił dzwoni.
Księża idą z katedry w czerwieni i zlocie.
Białe kwiaty padają pod stopy piechocie.
Szeregi za szeregiem! Sztandary! Sztandary!
.   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .   .
A On mówić nie może! Mundur na nim szary.

Prawda, że piękne.

W „Od glorii do infamii” znajdziemy także ciekawie opowiedziane wątki dotyczące sfery prywatnej, a nawet intymnej, polskich pisarzy i poetów. Masłoń pisze więc o słabościach charakteru wielu twórców, o ich problemach z alkoholem, stanach depresyjnych, o ich życiu seksualnym, także o związkach homoseksualnych, które wciąż budzą spore emocje. Weźmy na przykład słynną kontrowersyjną przygodę jednego z przyszłych noblistów w wileńskiej celi Konrada. Jak utrzymywał Jarosław Iwaszkiewicz w maju 1936 r. „chędożył w niej Czesia Miłosza” – to jego własne słowa z opublikowanych stosunkowo niedawno „Dzienników”.

Jak było, tak było, ale jedno jest pewne, postacie opisane przez Masłonia to ludzie z krwi i kości, niemalowani, prawdziwi. Dlatego „Od glorii do infamii” czyta się z niekłamaną przyjemnością i cieszy mnie zapowiedź kontynuowania tych literackich gawęd. Jak słusznie zauważa sam autor, w kolejce czekają przecież Gombrowicz i Wat, Grochowiak i Szymborska, wielki Herbert i niedawno zmarły Różewicz. I wielu, wielu innych.

 

Krzysztof Masłoń

Od glorii do infamii. Sylwetki dwudziestowiecznych pisarzy

Zysk i S-ka

Liczba stron: 352
Oprawa: twarda

Cena: 49 zł

 

Krzysztof Michał Jóźwiak

0 comments on “Twórca w szponach historiiAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *